study of solitude

Witajcie Blogoczytacze!
W dzisiejszym wpisie znajdą się nie tylko zdjęcia, ale również moja refleksja na temat sesji wieloosobowych, gdzie na jednym planie spotyka się kilku fotografów i kilka modelek. Ponieważ zdjęcia od bardzo dawna traktuję jako medium, sposób na opowiadanie historii, czy przekazywanie konkretnych emocji, to w moim przypadku do tworzenia ich, potrzebna jest duża doza intymności. Dlatego też starałem się jak dotąd trzymać z dala od wieloosobowych plenerów czy warsztatów fotograficznych, podczas których kilkuosobowy skład walczy o uwagę modelki, a celem każdego jest wykonanie wariacji tego samego zdjęcia. Cała sytuacja przypomina bardziej fotografowanie celebrytów na ściance, niż poszukiwanie czegoś unikalnego samodzielnie. Z drugiej jednak strony byłem bardzo ciekaw klimatu takich imprez i po latach postanowiłem się przełamać. Okazją do tego stała się apartamentowa sesja organizowana w ramach Poznańskich plenerów TFP, ale myślę, że do podobnych wniosków mógłbym dojść po każdej imprezie w tym stylu.

Tytuł postu odnosi się oczywiście do zdjęć, na początek ‚study of solitude’ Ania:
Modelka: Anna Krzyśko
Wizaż: Anna Krzyśko

Zacznę od zalet:
+ apartament okazał się bardzo ciekawym i wymagającym tłem do zdjęć, do dyspozycji mieliśmy 3 pomieszczenia + 2 balkony i ciekawą klatkę schodową,
+ koszt imprezy był niewiarygodnie niski, ponieważ nikt na niej nie zarabiał, to pokrywaliśmy wspólnie wynajęcie apartamentu, cała reszta współpracy odbywała się na zasadach TFP,
+ ludzie byli bardzo sympatyczni, miałem okazję wymienić wiele doświadczeń oraz odbyć kilka supersympatycznych rozmów niezwiązanych zupełnie z fotografią,

Wady:
– w szczycie na ok 60m2 znalazło się 20 osób przez co na planie było bardzo ciasno (może mniejsza grupa w przyszłości rozwiązałaby ten problem?)
– właściwie każdy zaaranżowany przez kogoś kadr sprawiał, że ustawiało się przy nim kilka osób, które powielały ten sam obraz…

Temu ostatniemu spostrzeżeniu chciałbym przyjrzeć się bliżej. Uprzedzam od razu, że jest to moje subiektywne zdanie, nie staram się narzucać go innym, ani podważać idei takich przedsięwzięć, ale to co napiszę bardzo we mnie pracowało przez ostatnie dni i nie potrafię przejść obok tych myśli obojętnie. Potraktujcie więc poniższy fragment jako informację o funkcjonowaniu takich sesji, a może i przestrogę dla tych, którzy dzielą ze mną obawy, o których pisałem na początku wpisu.

Celem takich zbiorowych plenerów jest rozbudowa portfolio, zarówno dla modelki, wizażystki i fotografa. Rozumiem zysk, jaki w tej sytuacji (wielu fotografujących tą samą scenę) mają modelki/wizażystki, dostając więcej zdjęć (jedne kadry lepsze od jednego fotografa, inne od innego), w tym całym szaleństwie jest to faktycznie metoda, sposób na posiadanie kilku różnych kadrów obrobionych inaczej, przez różne osoby, w różnym stylu i z dozą innej wrażliwości. Jednak patrząc na to wszystko z mojej perspektywy, osoby która potrzebuję czasu, żeby zbudować relację/zaufanie, która potrzebuje względnej ciszy, aby mieć komfort w komunikacji, uważam szczerze, że bez pierwiastka intymności nie da się zrobić poruszających i emocjonalnych zdjęć, które tak bardzo cenię. Warunki panujące na takich zbiorowych sesjach jak zgiełk, czy mnogość bodźców, moim zdaniem zupełnie przekreślają szanse na osobiste i poruszające fotografie. Taka sytuacja odziera to co robię, czyli zdjęcia, z tego co w nich cenię najbardziej – czyli spotkania z drugim człowiekiem. Spotkania, w którym najważniejsze jest właśnie owo spotkanie, a zdjęcie wychodzi mimochodem, jest efektem ubocznym. Nigdy wcześniej nie czułem tego tak silnie jak po tym plenerze, dlatego pozwolę sobie napisać ostrzeżenie, jeśli jesteś osobą, która czuje podobnie temat instant-relacji powstającej podczas robienia zdjęć pomiędzy fotografem a fotografowaną osobą i nie potrafisz sobie wyobrazić sesji bez tego elementu, to odradzam udział w podobnych przedsięwzięciach. Podsumowując i troszkę dla osłody postaram się odpowiedzieć na pytanie czy wybrałbym się na taki plener w przyszłości? zdecydowanie tak, dla klimatu, dla ludzi i wymiany doświadczeń, ale raczej nie dla zdjęć.

Kolejna i zarazem ostatnia partia zdjęć, ‚study of solitude’ Adrianna:
modelka: Adrianna Gruszecka
wizaż: Daria Zawada